Od hutniczych korzeni do automatyki, czyli pasja, która prowadzi przez życie


O pasji w liczbie pojedynczej trudno mówić w przypadku Tomasza Makosza, który 8 lat temu dołączył do zespołu Bipromet. Projektant Pracowni Automatyki łączy pracę zawodową z zainteresowaniami, które towarzyszą mu od dzieciństwa. Automatyka, hutnictwo, kolej, fotografia, kajakarstwo, ratownictwo wodne, lotnictwo czy historia Górnego Śląska – każda z tych dziedzin jest ważną częścią jego życia. Co ciekawe, wiele z nich w naturalny sposób splata się z jego karierą zawodową. Jak sam mówi jest człowiekiem wielu pasji, które prowadzą go przez życie.

– Automatyka była czymś, co interesowało mnie właściwie od dziecka. Początkowo nie wiedziałem jeszcze, że co to za dziedzina, bo bardziej kojarzyłem to z elektroniką. Dopiero w procesie edukacji szkolnej oraz po lekturze specjalistycznych czasopism dowiedziałem się czym tak naprawdę jest owa automatyka i w którym kierunku będę się kształcił - wspomina Tomasz.

W Pracowni Automatyki zajmuje się projektowaniem i automatyzacją procesów hutniczych, przede wszystkim na potrzeby KGHM i Grupy Kapitałowej, ale także dla spółek przemysłowych. Jak mówi, zawodowa droga okazała się wyjątkowo dobrze dopasowana do zainteresowań, a praca przynosi mu wiele satysfakcji.

Hutnictwo było obecne w jego życiu od zawsze, można powiedzieć, że wyssał je z mlekiem matki. Jego rodzina przez pokolenia była związana z branżą metali nieżelaznych, przede wszystkim z Hutą Metali Nieżelaznych „Szopienice”. W hucie pracowali zarówno rodzice, jak i dziadkowie. Sam ukończył technikum elektryczne przy Zespole Szkół Hutniczo-Mechanicznych w Szopienicach, które były hutniczą szkołą przyzakładową. Jak wspomina w czasie nauki odbywał praktyki w zakładzie, który w ostatnich miesiącach stał się sławny dzięki ekranizacji pt. „Ołowiane dzieci”.

– Środowisko hutnicze było po prostu częścią mojego życia. Dorastałem w cieniu Huty Metali Nieżelaznych „Szopienice”. Znałem ludzi w niej pracujących. Dlatego huta zawsze było dla mnie czymś więcej niż tylko zakładem, w którym pracowali moi rodzice – podkreśla Projektant.

Po technikum przyszedł czas na studia, oczywiście na Politechnice Śląskiej, gdzie ukończył kierunek Automatyka i Robotyka, ze specjalnością związaną ze sterownikami i systemami sterowania na Wydziale Automatyki, Elektroniki i Informatyki. Następnie kontynuował naukę w Akademii Górniczo-Hutniczej, gdzie ukończył studia magisterskie na kierunku Automatyka i Robotyka, ze specjalnością komputerowe systemy sterowania. Zdobyte wykształcenie i doświadczenie zawodowe pozwalają dziś na łączenie dwóch światów: nowoczesne technologie oraz tradycyjny przemysł.

Automatyka, robotyka i przemysł przyszłości

Tomasz w swojej pracy zajmuje się projektowaniem rozwiązań, które mają usprawniać funkcjonowanie instalacji przemysłowych. Jednym z obszarów, którym szczególnie się interesuje jest robotyzacja. Wcześniejsze doświadczenia zawodowe zdobyte w branży automotive pozwoliły mu poznać standardy stosowane przez duże koncerny motoryzacyjne. Dziś tę wiedzę chce wykorzystywać w hutnictwie.

– Robot można zaprogramować na wiele sposobów. Jeżeli jednak pozostawimy wszystko wyłącznie programiście, to późniejsze bezproblemowe utrzymanie produkcji może być dużym wyzwaniem. Dlatego zależy mi na standaryzacji i tworzeniu rozwiązań, które będą nie tylko nowoczesne, ale również łatwe do utrzymania i rozwijania – wyjaśnia.

Taka idea przyświeca dalszemu planowanemu kierunkowi kształcenia. Tomasz Makosz chce podjąć temat dalszej nauki w zakresie robotyzacji przemysłu hutniczego. Projekt ma mieć charakter wdrożeniowy i dotyczyć uporządkowania oraz standaryzacji sposobu projektowania i wdrażania zrobotyzowanych stanowisk produkcyjnych. Jego zainteresowanie hutnictwem nie kończy się jednak na pracy zawodowej. Wręcz przeciwnie – im więcej poznaje historię przemysłu, tym bardziej fascynuje go jego miejsce w historii regionu.

Hutnictwo jako pasja i sposób poznawania Śląska

Zainteresowanie hutnictwem doprowadziło Tomasza także do historii. Analizując rozwój przemysłu, zaczął zestawiać go z wydarzeniami, które kształtowały Górny Śląsk i całą Polskę. Jest członkiem Związku Górnośląskiego oraz Bractwa Gwarków Związku Górnośląskiego. Do działalności tej ostatniej Tomasza zaprosił Prezes organizacji Jerzy Mańka po prezentacji książki Kopalnie i Huty Katowic, gdzie Tomasz pomagał przy opracowaniu fotografii związanych z HMN „Szopienice”. Swoje śląskie korzenie podkreśla również poprzez tradycyjny strój.

– Dla mnie historia przemysłu jest nierozerwalnie związana z historią ludzi i miejsc. Kiedy poznaje się dzieje huty, zaczyna się inaczej patrzeć na dzielnicę, w której się wychowało, na ulice, na kolej czy nawet na rodzinne historie. Mam kompletny strój śląski rozbarski w wersji boguckiej, w którym występuje podczas oficjalnych uroczystości – dodaje.

Kolej, która otworzyła drzwi do świata

Drugą wielką pasją Tomasza Makosza od młodości była kolej. Zainteresowanie nią również miało związek z hutniczym otoczeniem. W pobliżu HMN „Szopienice” znajdowały się zarówno infrastruktura kolei przemysłowej, jak i stacja kolei normalnotorowej Szopienice Północne. Dla młodego miłośnika kolei były to miejsca fascynujące i – jak sam przyznaje – stanowiły swego rodzaju plac zabaw. Jako dziecko dużo czasu spędzał także na kolei piaskowej MB Szczkowa, która przechodziła przy płocie wydziału ołowiu HMN „Szopienice”. Jak wspomina „dróżniczka pozwalała nam zamykać i otwierać szlabany na ul. Zjednoczonej partii – potem Hallera”.

W 1998 roku rozpoczął działalność w Stowarzyszeniu Miłośników Kolei w Katowicach. Dzięki Andrzejowi Cichowiczowi zaczął uczestniczyć w specjalnych przejazdach organizowanych dla miłośników kolei. Tak rozpoczęła się jego przygoda z fotografowaniem pociągów i poznawaniem kolejowego świata. Z czasem pasja zaprowadziła go daleko poza Górny Śląsk. Uczestniczył w kolejowych wyprawach zagranicznych, m.in. w Turcji, Afryce i Indonezji.

W Indonezji miał okazję fotografować niezwykły świat kolei cukrowniczych – parowozy, bocznice i urządzenia napędzane parą, które nadal wykorzystywano przy produkcji cukru. Można powiedzieć, że kolej stała się dla niego również szkołą fotografii. Pierwsze zdjęcia wykonywał jeszcze aparatami analogowymi.

– Każde ujęcie trzeba było dokładnie przemyśleć, ponieważ klisza miała ograniczoną liczbę klatek. Jeżeli miałem tylko 36 zdjęć, nie można było naciskać spustu migawki bez zastanowienia. Trzeba było dobrze wykorzystać każdą klatkę, bo na więcej mnie po prostu nie było stać – wspomina z uśmiechem.

Dziś fotografuje przede wszystkim cyfrowo, często korzystając z telefonu, ale nadal najważniejsza pozostaje dla niego fotografia dokumentacyjna i reporterska. Liczą się szczegóły, kompletność kadru i możliwość odtworzenia historii miejsca lub obiektu.

Pasja kolejowa miała także bardzo praktyczny wymiar. W latach 2003–2008 Tomasz Makosz angażował się jako wolontariusz w rewitalizację Górnośląskich Kolei Wąskotorowych. Była to praca społeczna wymagająca czasu, energii i zaangażowania – od prac przy torowisku i taborze, po pomoc przy organizacji przejazdów.

Kolej otworzyła mu również drzwi do międzynarodowych znajomości. Jedną z najważniejszych był Dietmar Kramer z Brunszwiku, którego poznał podczas kolejowych przejazdów specjalnych. Dzięki tej znajomości uczestniczył w kolejnych zagranicznych wyprawach, pomagając przy ich organizacji w zamian za możliwość udziału.

I tak jedna pasja prowadziła do następnej: kolej do fotografii, fotografia do podróży, podróże do historii, a historia – z powrotem do hutnictwa.

W drugiej części cyklu opowiemy o sportowych pasjach Tomasza Makosza – od wyczynowego kajakarstwa, przez ratownictwo wodne i morsowanie, aż po hokej podwodny. Zajrzymy też do świata lotnictwa i sprawdzimy, co wspólnego mają wszystkie te zainteresowania z pracą projektanta automatyki.